wtorek, 30 czerwca 2015

„(…) Wypłynęła na powierzchnię opowieść o miłości” wywiad z Anną Augustyniak sprowokowany jej książką poetycką pt. „Bez ciebie”


„(…) Wypłynęła na powierzchnię opowieść o miłości” wywiad z Anną Augustyniak sprowokowany jej książką poetycką pt. „Bez ciebie”.



Marcin Wodarski: W Twoich wierszach sakralne spotyka się z tym, co cielesne. Dlaczego?

Anna Augustyniak: To chyba dobrze jak świętość z profanum się zespala? Ciało łaknie nieograniczoności, jakiejś tajemnicy poza swoją egzystencją. Ja czuję pełnię dopiero wówczas, gdy codzienność, ta sfera świeckości, stroi się w przeczucia, wierzenia, obrzędy, gdy widzialne przenika się z niewidzialnym. 

M.W: To książka o samotności. Pobudzone ciało, łaknące usta nie mają nikogo. Mimo tego, nie chcą zbudzić fotografii-to z wiersza "Erotyczna relacja". Cenisz sobie trzymanie cielesności na łańcuchu?


A.A: Ciało na łańcuchu? Kojarzy mi się to raczej z rytuałami BDSM. Bohaterka „Erotycznej relacji” nie musi uciekać się do aktów przemocy na samej sobie ani na obiekcie uczuć. Zresztą ona kocha tak gorliwie, że za nic nie przekroczyłaby granic, jakie w naturalny sposób zostały ustanowione przez mężczyznę, otoczyła go nawet dodatkową powłoką ochronną. Ale to nie z tej przyczyny spotyka ją samotność. Jak to zwykle bywa: ktoś kocha totalnie, a ktoś drugi nie jest przygotowany, by aż tyle mu ofiarowywano albo w ogóle nie potrzebuje takiej miłości.


M.W: Miłość odbiera czy daje? Chce się powiedzieć, że daje. Z pewnością nie odbiera, to do miłości niepodobne. Jednak głębokie uczucie to również stan umysłu, uczucie emanuje na zewnątrz. Zmienia nasz system wartości, ponieważ zmienia nas, nasze duchowe życie. "Straciłam wszystko" - to tytuł wiersza o miłości. Jak to jest, miłość odbiera?

A.A: No jasne, że odbiera. Przecież miłość to oszołomienie, które oczywiście dużo daje, jako że wchodzimy w głębię interakcji z drugą osobą, ale równolegle ogranicza, bo powoduje całkowite skupienie się na ukochanym i wtedy to właśnie świat może iść w odstawkę - zacytuję samą siebie: „w głowie miałam tylko twój głos”... Ale czy zmienia nas duchowo? Ja tam jestem zdania, że to chemia i zamroczenie za sprawą przestrojenia hormonalnego w organizmie. Czasem bardzo długotrwałe zamroczenie.

M.W: Mężczyzna kocha inaczej? I znów poprawność nakazuje mówić, że miłość jest jedna, nie ma płci i tak dalej. A może jednak kobieta inaczej kocha?

A.A: 
Kobieta wszystko robi inaczej, a zatem sztukę kochania też inaczej uprawia. 


M.W: Twoja książka składa się z dwóch części. W pierwszej dużo jest Ciebie i adresata, do którego kierujesz słowa. Druga część to książka deklaratywnie Bez niego. Bez niego spotykasz się z ocaloną w Auschwitz, bez niego śpiewasz pieśni żałobne. Opowiedz o tym pomyśle. Właśnie, to pomysł czy rzeczywiście w pewnej chwili poznajesz świat i siebie, piszesz świat bez niego?

A.A: 
To nie jest pomysł a rzeczywistość. Jeśli jest miłość, a potem ktoś cię nie chce a ty go nadal chcesz, i tak jest w tobie nieustannie, choć go przy tobie nie ma. A życie płynie mimo że uczucie obumarło, świat nadal istnieje i dzieje się wokół to i owo. Ty nadal odczuwasz tę miłość, wszędzie gdziekolwiek się ruszysz ona idzie z tobą, boli cię, lecz równocześnie w każdej sekundzie daje radość. Czujesz ją jedząc jajecznicę i wchodząc na górę Synaj, jak powiedział Tadeusz Nyczek. Wiec gdy zdajesz z tego relację, z życia bez ukochanej osoby, to tak naprawdę zdajesz relację z braku. Pojawia się tu perspektywa ogołocenia: jesteś tą, która utraciła, czyli tą, która jednak coś miała. Miała i opowiada o tym w czasie przeszłym i teraźniejszym. 


M.W: Dlatego są tak silne. Szczerość pozbawiona zabawy językowej, tak modnej w poezji dzisiejszej, odsłania poetę i jego świat, mówi o świecie i człowieku. Pisząc te wiersze, myślałaś o ich opublikowaniu? Może miała to być autoterapia, potem zaś zdałaś sobie sprawę, że powinny ujrzeć światło dzienne?

A.A: 
Publikowanie jest marzeniem każdego piszącego. Czy to aż autoterapia? No nie, pamiętaj, że to jednak nie jest spowiedź, że jest tam kreacja świata mocno przemyślanego i ułożonego, tak by czytelnik dostał zwartą historię opowiedzianą od początku do końca. Zdarza sie i zabawa językiem, może nie ma współczesnych gier oraz modnych zderzeń, mocnych uderzeń, szarż i szturmów, używanych tylko po to, żeby zaszokować, ale są miejsca obliczone na czarowanie czytającego, na przypodobanie mu się, jest i bezceremonialna próba wzbudzenia podziwu, że tak można pisać o kochaniu się! W „Nie igra się z miłością” Alfred de Musset (który sam stracił głowę dla Georege Sand i został przez nią odrzucony, z czego nie podniósł się do końca życia) mówi, że kto kocha to i doznaje zawodu, bywa nieszczęśliwy, ale kocha i to jest ważniejsze nawet od cierpienia, które wpisane jest w każde uczucie, a kiedy znajdzie się na krawędzi grobu, obraca się, aby spojrzeć wstecz i cieszy się z tego, że jego życie nie upłynęło na byle czym, że kochał, właśnie że kochał…

M.W: Zdarza Ci się promować swoją książkę podczas spotkań autorskich? Na jakie pytania najczęściej odpowiadasz? Czy trudno Ci przychodzi mówić o swoich wierszach, intymnych często

A.A 
Czy to zdarzyło się naprawdę? Pytają: to wszystko się pani przytrafiło? Pytają wiec o dosłowność i odbierają, jakbym rzeczywiście spisała swoje pragnienia, traumy, ujawniła sekrety. A przecież te wiersze to wynik długotrwałej pracy nad obrazami i słowami, które wchodziły w interakcje ze sobą i wytworzyła się nowa wartość. Wypłynęła na powierzchnie opowieść o miłości. Być może jest mocno cielesna, bo o namiętność tu szło, lecz czy intymna? Kiedy wiec słyszę o intymności, o którą i ty pytasz, czuję się jakbym naruszała jakąś zasadę przyzwoitości, jakbym robiła coś czego inni nie robią, opowiadała historie, jakich inni nie opowiadają…

M.W: Nadal piszesz?

A.A: 
Piszę, cały czas piszę i to jest arcyprzyjemne, choć czasem sama siebie bawię tym, co przychodzi mi do głowy. Na szczęście istnieje na klawiaturze klawisz backspace!

M.W:
  Życzę kolejnych wierszy. I oby przetwarzanie owych obrazów i emocji nie zmęczyło Cię, ja nadal uważam, że intymność jest towarzyszką wiersza, że tak się wyrażę, i nie można się jej wstydzić, raczej trzeba umieć ją znieść, dać jej radę. Powodzenia.



Wywiad pierwotnie opublikowany w kwartalniku SZAFA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz